piątek, 16 czerwca 2017

Cuarenta y Dos!

Po dwóch dniach wyszedłem ze szpitala, Pedro musiał zostać trochę dłużej, ale jest z nim na szczęście lepiej. Przychodziłem do niego z Lenką gdy tylko dałem radę. Usiadł na łóżku i zabrał Lenę na ręce przytulając ją do siebie.
- Muszę zrobić badania DNA. - spojrzał na mnie. - Chcę mieć pewność, że Lenka jest moją córką.
- Kontaktowała się z tobą Anna?
- Była tutaj wczoraj, chciała bym jej wybaczył. - zaśmiał się kpiąco. - Chcę mi odebrać Lenę, nie mogę jej stracić.
- Nie stracisz, pomożemy Ci. Wiesz, że możesz na nas liczyć. Rozmawiałem z Elizą o tobie i zdecydowaliśmy, że pomieszkasz trochę z nami, a gdy wrócisz do formy to wrócisz do siebie.
- Dziękuję, ale wiesz, że nie mogę. Macie swoje sprawy, nie będę wam jeszcze siedzieć na głowie.
- Będziesz mistrzu. Nie próbuj się nawet wykręcać.
- Dziękuję. Spadaj do Elizy, chcę odpocząć. Idź ją przeleć, widzę jak jesteś na nią napalony.
- Jesteś idiotą. - zaśmiałem się. - Trzymaj się, wpadnę wieczorem.
- Tylko ją zadowól. Aż Ci mały stanął.
- Sam masz małego, trzymaj się.
Zabrałem Lenę i wyszedłem ze szpitala, wróciłem do domu i pocałowałem Elizę na przywitanie. Położyłem Lenke i poszedłem usiąść na sofie, dosiadła się do mnie Eliza i przytuliła.
- Martwię się o Pedro i Lenę. Anna chcę mu ją odebrać.
- Nie straci jej, pomożemy mu.
- To samo mu powiedziałem,
- Bałam się o was gdy zobaczyłam was tak leżących na ziemi, Pedro zakrwawiony, obaj nieprzytomni, nie reagowaliście na nic. Przestraszyliście mnie.
- Przepraszam, musiałem go zasłonić.
- Wiem, kocham Cię.
- Ja Ciebie też skarbie. - pocałowałem ją.
Usłyszeliśmy dzwonek mojego telefonu, był to telefon ze szpitala. Odebrałem.
- Słucham.
- Dzień dobry, dzwonię w sprawie Pedro Sancheza. Jego stan nagle się pogorszył, stan jest krytyczny.
- Ale jak to? Byłem u niego dwie godziny temu, normalnie rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Co się stało?
- Proszę jak najszybciej przyjechać.
- Zaraz będę.
Wybiegłem z domu z prędkością światła, jechałem jak wariat by szybko znaleźć się w szpitalu. Dowiedziałem się do jakiej sali go przeniesiono i szybko tam pobiegłem. Wbiegłem do sali, ale szybko mnie z niej wyrzucili, przywracali Pedro do życia. Kopnąłem w krzesło i się rozpłakałem. Przeze mnie walczy o życie, gdybym do niego nie zadzwonił nie byłoby tego wszystkiego. Po parunastu minutach wyszedł lekarz z niewesołą miną.
- Co z nim?
- Nie będziemy tu rozmawiać, chodźmy do pokoju lekarzy. - weszliśmy do pokoju. - Na początku nie zdiagnozowaliśmy tego, ale pana przyjaciel miał krwiaka, który pękł na skutek pobicia i wywołał krwotok. Jego stan jest krytyczny, nie oddycha samodzielnie, będę z panem szczery. Szanse na przeżycie są nikłe. Trzeba być przygotowanym na najgorsze. Każda minuta może być jego ostatnią.
- Nie, on musi żyć. On ma małe dziecko, musi żyć.
- Robimy co możemy, będzie pan informowany o jego leczeniu.
- Dobrze. - wstałem. - Można do niego wejść.
- Tak. Mam dla pana wiadomość od Pedro. Kazał przekazać. - podał mi kartkę.
Poszedłem do sali i usiadłem obok łóżka Pedro trzymając kartkę, którą bałem się przeczytać. Powoli otworzyłem kartkę i zacząłem czytać. "Enrique, na początku chciałem Ci podziękować za te wszystkie lata przyjaźni. Wiem, ze mieliśmy kłótnie, różne sprzeczki zwykle przeze mnie. Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam za to, że okłamywałem Cię tak długo, na pewno wiesz o czym mówię. Jest ze mną źle, wiem że mogę umrzeć. Wiem, że proszę o wiele, wiem że macie dwójkę dzieci, ale nikt nie ma kto się zająć Lenką. Jeśli odmówicie to zrozumiem. Chcę by Lenka była szczęśliwa gdy mnie zabraknie... Przy was. Jeszcze raz przepraszam i dziękuję. Kocham Cię bracie."
- Nie Pedro, nie zajmiemy się nią. Ty się nią zajmiesz gdy stąd wyjdziesz słyszysz? My się nią zajmiemy dopóki nie wyzdrowiejesz. - rozpłakałem się. - Nie mogę Cię stracić, nie mogę, Lenka nie może Cię stracić. Otwórz oczy, obudź się proszę. Gdzie ja znajdę drugiego takiego idiotę co? Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Nie możesz umrzeć, nie teraz bracie. Leżysz tu przeze mnie, przepraszam. Nie przeżyję tego gdy mnie zostawisz. Znajdę tego gnoja i zrobię mu to samo co on tobie. Wracaj do nas. - złapałem go za rękę. - Nie możesz teraz mnie zostawić mistrzu.
- Skarbie. - podeszła do mnie Eliza. - Co z nim? Co mu jest?
- Miał krwiaka, podejrzewam że o tym nie wiedział. W skutek pobicia krwiak pękł i dostał krwotoku. Lekarz kazał przygotować się na najgorsze. Boję się o niego. - schowałem twarz w dłonie i jeszcze bardziej się rozpłakałem. - Zostawił mi wiadomość, jakby przeczuwał.
- Co napisał?
- Sama przeczytaj. - dałem jej kartkę. - Nie wiem co mam zrobić, nie wiem jak mu pomóc.
- Musimy dostać prawo do opieki nad Lenką gdy Pedro tu będzie.
- Nie możemy się nią zająć, mamy dwójkę dzieci, nie poradzimy sobie jeszcze z jednym.
- Wolisz by trafiła do jakiegoś ośrodka?
- Nie. Porozmawiamy o tym w domu.
Przytuliłem się do Elizy, usiadła mi na kolanach i starła łzy z policzek. Zobaczyłem za drzwiami Seana i Gilmara z naszymi dzieciakami i Leną. Wyszedłem do nich i zabrałem na ręce Lenę i wróciłem do sali. Posadziłem ją na łóżku, a ta swoją małą rączką złapała palec Pedro. Nie mogłem na to patrzeć, wyszedłem z sali jak i z całego szpitala. Zaczepiłem jakiegoś kolesia, który palił z prośbą by dał mi zapalić. Tak wiem, nie palę, ale tym razem musiałem odreagować. Eliza mnie zabije gdy się dowie. Osunąłem się o ścianę szpitala i się rozpłakałem, podszedł do mnie Gilmar i zabrał mi papierosa wyrzucając go. Spojrzałem na niego z wyrzutem. Przytuliłem się do niego i jeszcze bardziej się rozpłakałem. Bałem się o Pedro, bałem się że umrze przeze mnie. Jeśli coś mu się stanie to nigdy sobie tego nie wybaczę, a tym bardziej nie będę potrafił spojrzeć na Lenę.
- Wszystko będzie dobrze. Wyjdzie z tego, jest silny.
- To przeze mnie walczy o życie, to przeze mnie tam umiera. Nie mogę go stracić.
- Nie stracisz. Nie obwiniaj się o to. Pedro z tego wyjdzie.
- Znajdę tego gnoja co mu to zrobił, znajdę go i nie będę miał żadnych hamulców.
- Chodź do środka, zimno jest.
Wszedłem do sali i zabrałem Lenę z łóżka Pedro przytulając ją do siebie. Wyrywała mi się rączką wskazywała na Pedro, chciała przy nim być. Miałem wrażenie, że czuję że coś złego się stało. Zabrałem ją z sali i położyłem ją w wózku.
- Odwiozę Cię do domu Enrique, musisz odpocząć, jesteś wykończony.
- Nie, chcę przy nim być. Jeśli będzie tak jak mówi lekarz i są to jego ostatnie chwilę to chcę przy nim być.
- On przeżyje, odwiozę Cię. - pokiwałem twierdząco głową. - Jak odpoczniesz to wrócisz.
Zabraliśmy dzieciaki i odjechaliśmy do domu, całą drogę się nie odzywałem, cały czas myślałem o Pedro, bałem się że go stracę. Wszedłem do domu z Elizą i z dzieciakami, złapałem Elizę za rękę by usiadła mi na kolanach. Pocałowałem ją i spojrzałem na Lenę.
- Na prawdę chcesz się zająć Leną gdyby Pedro się nie udało? Myślisz, że damy radę?
- Wiem, że damy radę. Nie chcę by Lenka trafiła do domu dziecka czy gdzieś.
- Ja też nie, ale boję się że nie damy rady. Annie jej nie oddamy. - spojrzałem na Elizę. - Dobrze, zawalczymy o nią, niech zostanie z nami
- Kocham Cię. - przytuliła mnie. - Boję się o niego.
- Ja też, on z tego wyjdzie. Musi z tego wyjść.
- Połóż się, jesteś zmęczony, rano do niego pójdziesz. Odpocznij skarbie.
Poszedłem do sypialni i położyłem się na łóżku, po chwili położyła się Eliza, przytuliłem ją do siebie i zamknąłem oczy.








sobota, 10 czerwca 2017

Cuarenta y Uno

Kolejne dni mijały w spokoju, całymi dniami Eliza chodziła uśmiechnięta od ucha do ucha, była szczęśliwa. Ja przy niej też byłem szczęśliwy. Tak, wiem powtarzam się, ale do szczęścia już nic nie jest mi potrzebne. Mam wszystko Elizę i dzieci. Nic lepszego w życiu nie mogło mnie spotkać.
- Co ty taka cały czas uśmiechnięta chodzisz co? - kazałem jej usiąść na kolanach. - Powiesz mi?
- To mam chodzić smutna? - zaplątała nasze dłonie. - Mam Ciebie, dzieci. Mam wszystko co kocham. Jestem szczęśliwa.
- A byłaś na mnie wściekła gdy Cię złapałem. Mówiłem Ci, że warto żyć to mi nie wierzyłaś.
- Wiem, ale po tym co się stało to nie chciałam żyć. - mocno mnie przytuliła. - Dziękuję za wszystko.
- Nie dziękuj. - pocałowałem ją. - Zaczekaj tutaj.
Poszedłem do sypialni i wyciągnąłem z szuflady czerwone pudełeczko i schowałem je do kieszeni. Złapałem Elizę za rękę i ją podniosłem. Stanąłem na przeciwko niej i ją pocałowałem. Tak, to jest odpowiedni moment.
- Może nie jestem romantykiem, nie mam żadnych kwiatów, kolacji ze świecami czy drogiego wina. Nie przygotowałem się do tego. - klęknąłem przed nią. - Elizka, zostaniesz moją żoną? - otworzyłem pudełeczko.
- Enrique... Tak. - pocałowała mnie. - Tak kochanie.
Założyłem jej pierścionek na palec i mocno przytuliłem. Byłem najszczęśliwszy na świecie. Zaplątałem nasze dłonie i ją pocałowałem. Zabraliśmy dzieciaki do wózków i wyszliśmy z domu. Objąłem Elizę idąc przed siebie. Zatrzymaliśmy się przy budce z lodami, kupiłem nam po dużym lodzie, Eliza tylko takie lubi, usiadłem obok Elizy i zaczęliśmy jeść. Usiadła mi na kolanach i pocałowała.
- Większego nie było? 
- Jest w moich spodniach. - szepnąłem jej na ucho. - Powinnaś o tym wiedzieć.
- Zboczeniec.
- Aż mi staję na twój widok.
- I tak dzisiaj nie poruchasz. Mam okres.
- Nawet lodzika?
- Przemyślę to. - pocałowała mnie.
Wróciliśmy do domu, pod drzwiami siedział wkurzony Pedro, znowu coś zrobiłem?
- Co się dzieje? - usiadłem obok niego.
- Pokłóciłem się z Anką. Ubzdurała sobie, że ją zdradzam.
- Co? Porozmawiajcie na spokojnie, wyjaśnijcie sobie wszystko. Chodź do środka, porozmawiamy.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy na sofie.
- Muszę Cię o to zapytać. Zdradziłeś ją?
- Nie, znasz mnie przecież. Nigdy nie zdradziłem żadnej kobiety. Wiesz o tym.
- Tak, wiem. Idź do niej, porozmawiajcie.
-Jutro, mogę tu zostać na noc?
- Zostań ile chcesz. Dla Ciebie zawsze będzie miejsce.
- Dziękuję.
- Będzie dobrze, zobaczysz. Wszystko się ułoży.
Wstał i zamknął się w pokoju, westchnąłem tylko i poszedłem do Elizy. Pocałowałem ją i mocno przytuliłem, uśmiechnęła się łapiąc mnie za rękę. Usiadła mi na kolanach i zaplątała rękę w moich włosach.
- A czy ja mam się obawiać, że mnie zdradziłeś?
- Kochanie, nie masz się czego obawiać, nigdy Cię nie zdradziłem i nigdy tego nie zrobię. Nie bój się.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Wyszedłem z domu i poszedłem do domu Pedro by porozmawiać z Anną. Na wejściu było słychać płacz Leny. Zabrałem ją na ręce i uspokoiłem.Otworzyłem drzwi od sypialni, zobaczyłem Anne z jakimś kolesiem w łóżku. Zaniemówiłem, w życiu bym się tego nie spodziewał.
- A ty podejrzewasz Pedro o zdradę! Kobieto!
- Enrique, co ty tu robisz?
- Przyjechałem porozmawiać z tobą o Pedro, ale widzę, że to nie ma sensu. Dzwonię do niego.
- Enrique nie, nie dzwoń do niego. Nie mów mu.
- Ja mu nie powiem, ty to zrobisz. 
- Co chcesz w zamian? 
- Nie kompromituj się jeszcze bardziej.
- Zmywam się stąd.
- A ty gdzie przystojniaku? Siadaj na tyłku i ubierz się idioto.
Zadzwoniłem do Pedro z prośbą by szybko wrócił do siebie do domu. Był zdenerwowany, powiedziałem mu tylko, że nie mam dobrych wiadomości.
- Kto to jest? - do domu wparował Pedro. - Ty z nim?
- Pedro, ja Ci to wszystko wyjaśnię!
- Co chcesz wyjaśniać?! Kurwa Anna! Mnie podejrzewasz o zdradę, a sama się pieprzysz z jakimś frajerem!
Rozległ się płacz Leny, poszedłem do jej pokoju zabierając ją na ręce, z sypialni dochodziły krzyki. Położyłem Lenę do łóżeczka i wróciłem do sypialni, obaj obładowywali się pięściami, odciągnąłem Pedro i wyrzuciłem go za drzwi, wybiegł za nim i uderzył Pedro czymś w głowę tak mocno, że upadł na ziemię. Zasłoniłem go swoim ciałem chroniąc go przed kolejnymi ciosami, obrywałem za niego, dostałem kilka mocnych ciosów w brzuch i w klatkę piersiową. Rękami zasłoniłem twarz.
- Alex przestań! - krzyknęła Anna. - Zostaw ich!
Powoli się podniosłem z podłogi mimo bólu, odwróciłem się i zobaczyłem nieprzytomnego Pedro, z tyłu głowy i z ust leciała krew. Anna z Alexem wybiegli z domu zostawiając nas i Lenę.
- Pedro. - poklepałem go po twarzy. - Ocknij się bracie. Cholera jasna. - wykręciłem numer do Elizy. - Pomocy. - upadłem na ziemie. - Potrzebujemy pomocy, szybko. - straciłem przytomność.
Ocknąłem się gdy lekarz chciał założyć mi maskę z tlenem, była też Eliza. Mocno trzymała mnie za rękę, szturchnąłem Pedro by się ocknął, nie reagował na nic.
- Pedro bracie, obudź się. Kurwa Pedro, otwórz te cholerne oczy. Nie zostawiaj mnie teraz. - po policzku spłynęły mi łzy. - Co z nim?
- Wyjdzie z tego. Jest silny.
- Przepraszam Eliza, przepraszam.
- Nie przepraszaj, uratowałaś go.
- Lenka jest na górze.
Podniosłem się i z pomocą lekarzy przeniosłem się do karetki, zabrali Pedro na nosze i przetransportowaliśmy się do szpitala.
~.~
Zabrałam Lenę na ręce i pojechałam taksówką do szpitala, bałam się o nich, Enrique nic nie jest, jest tylko poobijany, ale z Pedro jest gorzej. Gdyby Enrique go nie zasłonił to mógłby tego nie przeżyć. Dojechałam do szpitala i poszukałam Enrique i Pedro. Enrique mimo bólu czuwał przy łóżku Pedro czekając aż się obudzi. Miał łzy w oczach, złapałam go za rękę. Złapał się za obolałe miejsce i ustąpił mi miejsc. Pokiwałam przecząco głową i kazałam mu usiąść. Oparłam głowę o jego ramię i pocałowałam w policzek.
- Wszystko będzie dobrze. Wyjdzie z tego.
- On leży tu przeze mnie.
- Nie prawda.
- Nic Ci nie jest Enrique? - usłyszeliśmy głos Pedro.
- Bracie, w końcu się obudziłeś. Jestem tylko poobijany. Jak się czujesz?
- Szału nie ma, dupy nie urywa. - uśmiechnął się. - Bolą mnie żebra i głowa. - złapał Lenę za rączkę. - Nie musiałeś mnie zasłaniać, dlaczego to zrobiłeś?
- Bo wiem, że ty byś zrobił to samo. Odpoczywaj.
- Mam do was prośbę. Zrozumiem gdy odmówicie. Wiem, że macie dwójkę dzieci, ale zajęlibyście się Lenką dopóki stąd nie wyjdę? Nie mam komu jej dać, mama w Europie, a Annie jej nie oddam.
- Możesz na nas liczyć, zajmiemy się nią.
- Dziękuję. Mam złamaną rękę?
- Tak, z przemieszczeniem. Idę na łóżko, wszystko mnie boli. Odpoczywaj bracie.
- Dziękuję jeszcze raz.
- Trzymaj się, przyjdę potem.








piątek, 2 czerwca 2017

Cuarenta!

Siedziałem na schodach przed domem  trzymając w ręku małe czerwone pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym w środku. Czekałem tylko na odpowiedni moment by zapytać Elizę czy zostanie moją żoną. Mam nadzieję, że się zgodzi. Eliza to jest kobieta, z którą chcę być, nie wytrzymam bez niej. Kocham ją najbardziej na świecie. Dużo się zmieniło w moim życiu gdy pojawiła się w nim Eliza, zmieniła mnie na lepsze. Nie żałuję ani jednej minuty w życiu, w której była. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, ledwo udało mi się ją złapać. Była na mnie wściekła, wtedy wiedziałem jedną rzecz. Musiałem jej pomóc. A potem to jakoś się potoczyło, zakochałem się w niej. Myślę, że to odpowiedni moment by się oświadczyć.
- Cześć skarbie. - pocałowała mnie na przywitanie. - Co tak siedzisz? Zimno jest, przeziębisz się.
- Myślę o wszystkim. O nas, o tobie, dzieciach, o swoim życiu.
- I co wymyśliłeś?
- Nie powiem Ci, przynajmniej nie teraz. - usiadła mi na kolanach. - Kocham Cię.
- Co znowu przede mną ukrywasz?
- Nic. - pocałowałem ją. - Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie.
Zabrałem ją na ręce i zaniosłem do domu. Moja mama bawiła się z dzieciakami. Uśmiechnąłem się na ten widok, poszedłem zrobić śniadanie, które po chwili było gotowe już na stole. Usiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy jeść. Złapałem Elizę za udo by po chwili przyłożyć rękę do jej krocza. Uśmiechnęła się i rozłożyła nogi trochę szczerzej.
- Odwieziesz mnie dzisiaj na lotnisko?
- Jasne, o której?
- O 18. Chciałabym jeszcze z tobą porozmawiać w cztery oczy.
- Teraz?
- Najlepiej po śniadaniu.
Pokiwałem twierdząco głową i dokończyliśmy śniadanie, włożyłem wszystkie naczynia do zmywarki i poszedłem się przebrać. Pożegnałem się z Elizą i razem z mamą wyszliśmy z domu. Nie wiedziałem o czym chce porozmawiać, byłem trochę zmieszany i zestresowany.
- Nie zmarnuj tego kolejny raz.
- Nie zmarnuję. Kocham Elizę, chcę jej się oświadczyć. Mamy dwójkę dzieci, nie pozwolę by kiedykolwiek odeszli.
- Rozmawiałeś z ojcem? Jak jest pomiędzy wami?
- Bez zmian. Zastanawiam się czy do niego nie jechać, był u mnie kilka dni temu, chciał się pogodzić.
- Jedź do niego, on za tobą tęskni.
- Ja za nim też. Nie wiem czy kiedykolwiek będę  w stanie mu wybaczyć. Za dużo między nami się wydarzyło. Nie wiem czy będę potrafił z nim normalnie rozmawiać.
- Warto spróbować, jedź do niego.
- Może masz rację.
- Wracajmy do domu, Eliza czeka.
Wróciliśmy do domu, poszedłem do sypialni i wziąłem mały prezent dla Elizy, poszedłem do łazienki gdzie się znajdywała. Była owinięta tylko ręcznikiem, zrzuciłem z niej ręcznik i pocałowałem.
- Załóż dzisiaj to. - wręczyłem jej pudełko. - Otwórz i załóż. - włożyłem palec w jej tyłek. - Ten wieczór spędzimy tylko we dwoje.
Wyszedłem z łazienki i poszedłem do pokoju dzieciaków. Marc spał, a Luis wiercił się po łóżeczku, zabrałem go na ręce i pocałowałem w czoło.
- Tatuś Cię kocha.
Podeszła do mnie Eliza i przytuliła od tyłu.
- Jesteś cudownym ojcem. - pocałowała mnie.
- Mówisz tak żeby mnie nie dobić? Dobrze wiesz, że jestem beznadziejnym ojcem.
- Nie prawda. Radzisz sobie.
Położyłem Luisa do łóżeczka gdy zasnął na moich rękach. Kazałem usiąść Elizie na moich kolanach, zrobiła to i mnie pocałowała.
- Dzieje się coś?
- Myślę o ojcu, zastanawiam się czy powinienem do niego jechać czy nie.
- Jedź do niego, porozmawiajcie. Naprawcie swoje relacje.
- Zostaniesz z dzieciakami?
- Zostanę, jedź już do niego. - pocałowała mnie.
Wstałem, zabrałem kluczyki do samochodu i odjechałem do domu ojca. Po kilku minutach byłem już na miejscu, wziąłem głęboki wdech i zadzwoniłem do drzwi, otworzyła mi jakaś kobieta. Wpuściła mnie do środka, a w salonie siedział ojciec. Wstał gdy mnie zobaczył i do mnie podszedł.
- Tato. - przytuliłem się do niego. - Tęsknie za tobą.
- Ja za tobą też synu.
- Odpowiesz mi na kilka pytań?
- Siadaj. Cieszę się, że przyjechałeś.
- Dużo mnie to kosztowało. Odpowiedz mi na to pytanie tylko szczerze. Dlaczego chciałeś rozdzielić mnie i Elizę? Znałeś ją przede mną?
- Nie znałem. Myślałem, że chce Cię wykorzystać, wiesz z jakiego domu pochodzi. Teraz widzę jak bardzo się myliłem. Widać jak się kochacie, jesteście szczęśliwymi rodzicami.
- Chciałbym Ci zaufać.
- Zrobię wszystko by Cię odzyskać synu.
- Przeproś Elizę, długo przez Ciebie płakała gdy nazwałeś ją dziwką i morderczynią. Wiesz, że to dziecko było poczęte przez gwałt. Nie powinieneś jej tak nazywać.
- Wiem, przeproszę ją za to. Przeproszę ją za wszystko.
Rozmawialiśmy ze sobą dobre kilka godzin, dużo spraw sobie wyjaśniliśmy. Dobrze, że tu przyjechałem. Pożegnałem się z nim i wyszedłem od niego. Szybko znalazłem się w domu, pomogłem mamie z walizką, zabrałem maluchy do samochodu i pojechałem na lotnisko. Pożegnałem się z mamą i czekałem aż jej samolot odleci. Podrzuciłem dzieciaki do Pedro i wróciłem do domu. Poszedłem poszukać Elizy, była w łazience, miała na sobie bieliznę, którą jej kupiłem, podszedłem do niej i objąłem całując w szyję, ręką zjechałem do jej krocza, wydawała z siebie ciche jęki gdy dłonią bawiłem się jej kroczem.
- Wyglądasz w tym cudownie. Czekam na Ciebie na dole. - pocałowałem ją i wyszedłem.
Po kilku minutach zeszła na dół, wyglądała niesamowicie, miała tą samą sukienkę co w Paryżu, znaczy chyba tą samą, nie odróżniam ich.
- Jak wyglądam? - podeszła do mnie.
- Ładnemu we wszystkim ładnie. - pocałowałem ją. -Gotowa?
- Gotowa.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Eliza  cały czas trzymała rękę w moich włosach i patrzyła na mnie z uśmiechem na twarzy. Pocałowałem ją gdy zatrzymałem się na światłach. Włożyłem rękę pod jej majtki, złapała mnie za rękę i wydawała z siebie ciche jęki. Dojechałem do hotelu, zarezerwowaliśmy sobie pokój na jedną noc i poszliśmy do pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi i pocałowałem Elizę rozpinając jej sukienkę. Ściągnęła moją koszulkę i wskoczyła mi w ramiona. Mocno się do mnie przytuliła. Postawiłem ją na podłodze i ściągnąłem jej sukienkę. Rozpięła moje spodnie wkładając rękę pod moje bokserki. Włożyłem palce w jej tyłek i wykonałem wolne ruchy co wywołało u Elizy niewielki ból, zaniosłem ją na łóżko i pocałowałem. Pozbyłem się wszystkich naszych ubrań i przejechałem językiem po jej kroczu. Złapała mnie za włosy i wydała z siebie ciche jęki, złączyłem nasze ciała w jedną całość wykonując wolne pchnięcia, pocałowałem ją w piersi. Dałem jej klapsa w tyłek na co się zaśmiała. Przeszedłem do szybszych pchnięć, wydawaliśmy z siebie ciche jęki. Wzięła mojego penisa do ust, a ja zacząłem bawić się jej kroczem. Pocałowałem ją i kolejny raz złączyłem nasze ciała wykonując mocne pchnięcia. W oczach Elizy zobaczyłem łzy, starłem je z policzek. Przestałem i mocno ją przytuliłem, wtuliła się we mnie i pocałowała.
- Wszystko w porządku? Przesadziłem?
- Nie. - uśmiechnęła się. - Wszystko jest w porządku.
- Bardzo Cię kocham wiesz?
- Wiem, ja Ciebie też. - pocałowała mnie. - O czym rozmawiałeś z ojcem?
- O wszystkim, o naszych relacjach, o tobie. Wiele sobie wyjaśniliśmy.
- Wybaczysz mu?
- Nie wiem, to wszystko jest za trudne. Muszę to wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie rozmawiajmy o tym, nie teraz, nie dzisiaj. - pocałowałem Elizę po czym zasnęła w moich objęciach.







wtorek, 23 maja 2017

Treinta y Nueve!

Jeść, spać, srać i tak w kółko. Mam już tego dość, a minęło dopiero kilka dni. Kocham dzieciaki, ale nie radzę sobie jako ojciec, nie nadaję się na ojca. Gdy któreś zaczyna płakać to mam ochotę wyjść z domu i wrócić po kilku godzinach, nie mam do nich cierpliwości. Za to Eliza sobie radzi, mimo że ma dopiero 19 lat to jest świetną mamą. Ma cierpliwość do tego wszystkiego.
- Mam już tego dość Eliza. - podszedłem do niej gdy położyła Luisa spać. - Nie radzę sobie jako ojciec, nie nadaję się na niego.
- Nadajesz tylko musisz się jeszcze dużo nauczyć. Kwestia czasu kochanie.
Pocałowałem Elize i się uśmiechnąłem. Oby miała rację, że to kwestia czasu gdy się wszystkiego nauczę. Mam nadzieję, że tak będzie. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, Eliza poszła otworzyć, zobaczyłem swojego ojca, szybko podszedłem do niego i odsunąłem Elize do tyłu. Mocno złapała mnie za rękę, bała się, mocno ją do siebie przytuliłem. Nic nie mówiłem tylko stałem i patrzyłem na ojca z nienawiścią. Nienawidziłem go za to, że mnie zwyzywał, za to, że mnie uderzył. Nienawidzę go za to, że zwyzywał Elize od dziwek.
- Masz czelność tu jeszcze przychodzić? - odezwałem się pierwszy. - Wynoś się stąd. Nie zbliżaj się do mojej rodziny. Do rodziny Pedro też się nie zbliżaj. Gdy tylko się dowiem, że u niego byłeś to nie ręczę za siebie. 
- Mogę zobaczyć wnuki? Proszę.
- Masz pięć minut.
- Dziękuję.
Zaprowadziłem go do pokoju gdzie spali moi synowie. Stałem zły oparty o ścianę i patrzyłem jak zgrywa wzorowego dziadka.
- Podobni do Ciebie. - spojrzał na mnie. - Pogódźmy się synu. Zakończmy topór wojenny.
- Idź już stąd. Wyjdź z mojego domu i nigdy tu nie wracaj.
Wyszedł z domu wypowiadając słowa "Przepraszam Cię za wszystko synu". Bardzo bym chciał wierzyć w te słowa. Nienawidzę go, ale jest moim ojcem. Kocham go. Wypusciłem powietrze gdy straciłem go z zasięgu wzroku i wróciłem do domu. Podszedłem do Elizy i mocno ją przytuliłem. Pocałowała mnie i się uśmiechnęła. Zabrałem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. W końcu mamy czas dla siebie. Pozbyłem się ubrań Elizy i zlączyłem nasze ciała. Wydawaliśmy z siebie ciche jęki, pocałowałem Elize nie przestając wykonywać mocnych pchnięć. Przygryzła moją wargę i wbiła palce w plecy. Złapała mnie za kark owijając nogi wokół pasa, przeszedłem do szybkich pchnięć.
- Bardzo Cię kocham. - opadłem na łóżko. -Najbardziej na świecie.
- Też Cię kocham.
Zasnęła leżąc na mnie, złapałem ją za goły tyłek i przejechałem po jej kroczy. Wymamrotała coś pod nosem na co się zaśmiałem. Pocałowałem ją w czubek głowy i powoli wstałem, Eliza złapała mnie za rękę i pociągnęła na łóżko.
- Zostań ze mną. Zostań ze mną na zawsze.
- Będę zawsze. - pocałowałem ją.
Ponownie się położyłem obok Elizy, mocno mnie przytuliła i zasnęła. Po chwili udało mi się zasnąć. Obudziłem się gdy Eliza próbowała wydostać się z moich objęć. Usmiechnąłem się i ją pocałowałem. Wstała i ubrała szlafrok, wstałem za nią i ubrałem bokserki. Stanąłem na przeciwko Elizy.
- Wolę twoją wersję bez tego. - sciągnąłem jej szlafrok.
- Nie tym razem panie Iglesias.
- A chcesz się przekonać panno Rodriguez? - uniosłem brwi.
Zabrałem ją na ręce i dałem klapsa w tyłek. Dłonią bawiłem się jej kroczem na co wydawała z siebie ciche jęki. Zaczęła bić mnie pięściami po plecach, zemściłem się dając jej co raz mocniejsze klapsy w tyłek.
- To boli idioto! - zaśmiała się.
- Po to się bije. - posadziłem ją na stole i dostałem po twarzy. - Grabisz sobie skarbie.
- Pokażesz swoje prawdziwe oblicze?
- Ściągnę maskę, w której jestem słodki, przystojny i spokojny i pokaże swoją prawdziwą twarz, w której jestem niebezpieczny dla środowiska, a tym bardziej dla Ciebie. Chcesz mnie takiego poznać? - zaśmiałem się.
- Może innym razem. - pocałowała mnie. - Kocham Cię. - zeskoczyła że stołu. - Boli mnie przez Ciebie tyłek.
- Pomasuje. - złapałem ją za tyłek. - Lepiej?
- Lepiej. Idę do łazienki, zobacz na dzieciaki.
Poszedłem do pokoju gdzie byli maluchy, słodko spali, skierowałem się do łazienki gdzie była Eliza. Sciagnąłem bokserki i wszedłem pod prysznic łapiąc Elize za tyłek.
- Enrique, proszę Cię. - odwróciła się. - Jesteś idiotą, wiesz?
- Wiem. - pocałowałem ją i przywarłem do ściany prysznica. 
Wykonałem wolne, ale mocne pchnięcie, wydała z siebie krzyk. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, szybko się wytarłem i ubrałem by otworzyć drzwi. Była to moja mama, czyli zaraz prawda wyjdzie na jaw.
- Dzięki, że uprzedziłaś, że przyjedziesz. - przywitałem się z nią. - Wchodź.
- Są u Ciebie dzieciaki? Co z tobą i z Elizą? Wrócicie w końcu do siebie?
- Są na górze. A ja i Eliza, wiesz jak to wszystko wygląda. Idź do młodych, zaraz do Ciebie przyjdę.
Poszedłem po Eliza, która dalej siedziała w łazience. Złapała mnie za rękę i poszliśmy do pokoju maluchów, objąłem Elizę i pocałowałem. 
- Mamo, możesz na chwilę się odwrócić? Chcę, znaczy chcemy coś ważnego Ci powiedzieć.
Zrobiła to co kazałem, uśmiechnęła się na widok Elizy i ją przytuliła. Trwało to długo, zabrałem na ręce Luisa, który się obudził.
- Kiedy do siebie wróciliście? Dlaczego mi nic nie powiedzieliście?
- Krótko przed porodem, nie było okazji.
- Ale się cieszę! W końcu coś zrobiłeś Enrique by do Ciebie Elizka wróciła.
- Cały czas robiłem. 
Dałem Luisa na ręce Elizy by go nakarmiła, mama mnie przytuliła, cieszyła się. Wie ile dla mnie znaczy Eliza i wiem że jeśli ja jestem szczęśliwy to ona też jest szczęśliwa. W odróżnieniu do ojca ona zawsze chciała dla mnie jak najlepiej. Eliza wróciła z małym i dała go na ręce mojej mamie. Zostawiliśmy ja samą z dzieciakami, a my zeszliśmy na dół. Objąłem Elizę i pocałowałem w szyję.
- Gdy tylko zostaniemy sami to dokończymy to co zaczęliśmy.
- Doprawdy?
- A  chcesz się przekonać? Wiesz, że ja nie odpuszczam. - włożyłem rękę pod jej spodnie i zjechałem do krocza. - I co? Nadal w to wątpisz? - zacząłem bawić się jej kroczem.
Wyciągnąłem rękę gdy usłyszałem, że mama schodzi, pocałowałem Elize i odszedłem.
- Kocham Cię. - złapała mnie za rękę.
- Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Mocno ją do siebie przytuliłem. Ona musi być moją żoną. Do szczęścia nie potrzebuję nic więcej, jestem szczęśliwy gdy Eliza i dzieciaki są przy mnie. Z nią mogę mieć całą gromadkę dzieci, ale na kolejne dziecko mamy czas. Nie poradzilibyśmy sobie z trójką małych dzieci. Gdy młodzi podrosną to pomyślimy o rodzeństwie dla nich. Na pewno nie teraz.
- Radzicie sobie z dziećmi. Pomóc wam w czymś?
- Elizka sobie radzi, że mną jest trochę gorzej. Beznadziejny ze mnie ojciec.




Ja już po koncercie :'') Jaka ja jestem szczęśliwa, że mogłam go dotknąć 😍 ale dopadła mnie depresja pokoncertowa :')



niedziela, 7 maja 2017

Treinta y Ocho

Cały czas gdy Diego nie było w kraju spędzałem całe dnie z Elizą, raz u mnie, raz u niej, nikt niczego się nie domyślał. Nie mogłem się doczekać aż Eliza z powrotem się do mnie wprowadzi. Dostałem SMS-a, był od Pedro "Przyjdź do mnie najszybciej jak dasz radę, musimy pogadać. To ważne". Wsiadłem w samochód i odjechałem do Pedro, po sześciu minutach byłem już w domu przyjaciela.
- Prosiłem Cię o coś, prosiłem Cię byś nie dawał żadnych pieniędzy Alexisowi.
- Skąd wiesz, że coś mu dałem?
- To nie jest ważne. - przywarł mnie do ściany, wiedziałem, że jest wkurzony. - Dlaczego mi nie powiedziałeś?! Dlaczego mnie okłamywałeś?
- A ty dlaczego nie powiedziałem mi, że spowodowałeś wypadek?! Dlaczego ty mnie wtedy okłamywałeś?! Dlaczego musiałem poznać Elizę by dowiedzieć się o tobie prawdy?!
- Masz szczęście, że dziecko jest w domu bo oberwałbyś w tą pieprzoną mordę. - puścił mnie. - Oddał Ci chociaż?
- Cztery tysiące na razie. Oddaje gdy tylko ma.
- Obiecajmy sobie, że nie będziemy się okłamywać.
- Obiecuję.
- To teraz mi powiedz prawdę. Ty i Eliza wróciliście do siebie?
- Tak, ukrywaliśmy się przez jakiś czas. Nie mów nikomu.
- Kurwa, chłopie nareszcie! Kiedy ślub?
- Chcę jej się oświadczyć po narodzinach. Dzisiaj się do mnie wprowadza. Skąd wiesz, że do siebie wróciliśmy?
- Podejrzewałem coś bo chodziłeś jakiś uśmiechnięty, a pewności nabrałem gdy widziałem was na ulicy szczęśliwych, no i rozstanie z Olgą. Masz z nią jakiś kontakt?
- Nie, nie odezwała się do mnie od rozstania. Tylko Pedro dziób na kłódkę.
- Dobra, wiem. Spadaj do niej.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Elizy zabrać jej rzeczy. Wszedłem do domu i poszedłem do sypialni gdzie znajdywała się Eliza. Leżała na łóżku trzymając się za brzuch. Pocałowałem ją na przywitanie, a potem pocałowałem brzuch. Położyłem się obok Elizy i złapałem ją za rękę. Ścisnęła mocno moją dłoń i mocno złapała się za brzuch.
- Co się dzieje?
- Wody mi odeszły. To za wcześnie Enrique, jeszcze cztery tygodnie.
- Spokojnie. - zabrałem ją na ręce. - Oddychaj spokojnie, zaraz będziemy w szpitalu, wytrzymaj skarbie.
Po kilku minutach byliśmy w szpitalu. Elizie zabrano na sale porodową, a ja czekałem przed drzwiami. Teraz wiem dlaczego Pedro tak się denerwował gdy Anna rodziła. Stał i nic nie wiedział. Poprosiłem przyjaciela by przyjechał do szpitala. Siedziałem pod drzwiami i zdenerwowany czekałem na jakieś informacje o Elizie i dzieciakach. To czekanie było okropne, po policzku spłynęły mi łzy. Ręce mi się pociły, cały się trzęsłem, bałem się. Każda minuta, każda sekunda była nie do zniesienia. Zobaczyłem Pedro, Anne i Lene, podeszli do mnie i przytulili, pocałowałem Lene w czoło i złapałem ją za rączkę. Nogi miałem jak z waty, czekanie było najgorsze. Mijały kolejne chwile, a ja nadal nic nie wiedziałem. Po kilku godzinach wyszedł lekarz.
- Gratulacje. Ma pan silnych i zdrowych synów. - odetchnąłem z ulgą.
- Są zdrowe? Poród miał być za cztery tygodnie.
- Stres wywołany podczas ciąży przyspieszył poród, ale wszystko jest w porządku.
- A co z Elizą? Z nią wszystko w porządku?
- Tak, to silna kobieta mimo tak młodego wieku. 
Znalazłem sale gdzie leżala Eliza i dwa moje skarby. Pocałowałem ją i zabrałem mojego syna na ręce. Pocałowałem go w czoło i się rozpłakałem.
- Witajcie na świecie skarby. - gładziłem ich po główkach. - Dziękuję skarbie.
Pocałowałem Elize, do sali wszedł Pedro z rodzinką, siedziałem na krześle obok łóżka i trzymałem Elizę za rękę. Złaczyłem nasze usta w długi pocałunek. Oderwała się i spojrzała na mnie i na Pedro.
- Wie o nas.
- Miałeś mu nie mówić 
- Sam się domyślił, ja tylko potwierdziłem.
Złapałem małych za rączki i pocałowałem ich w główki. Nie mogę w to uwierzyć, jestem tatą bliźniaków, jesteśmy rodzicami i co najważniejsze, jesteśmy wszyscy razem. Eliza zabrała małego i dała mi go na ręce, a ona zabrała jego brata. Miałem łzy w oczach, moje dwa małe skarby. Teraz zrobię wszystko by tego nie zniszczyć, zrobię wszystko by Eliza i maluchy byli szczęśliwi, że my wszyscy będziemy szczęśliwi.
- Jak damy im na imię?
- Proponuje Pedro i Luis gdyż mam tak na drugie imię. - parsknęliśmy śmiechem na słowa Pedro.
- Marc, a ty wybierz drugie.
- Niech będzie Luis.
Uśmiechnęliśmy się i pocałowałem Elizę, w szpitalu pojawił się Diego. Od sąsiadów się pewnie dowiedział, o niczym nie był świadomy. Eliza mocno złapała mnie za dłoń i się uśmiechnęła. Poprosiła Pedro i Anne by wyszli z sali. Chciała z nim porozmawiać.
- Nie mogę z tobą być Diego, kocham Enrique i to z nim chcę być, chcę dać mu drugą szansę.
- Mogłem się tego domyśleć, nigdy nie pokochałaś mnie tak jak Enrique. Mam nadzięję, że będziecie szczęśliwi. Dbaj o nią Enrique.
- Nie skrzywdzę jej kolejny raz. 
- Mam nadzieję. Ślicznych macie synów. 
- Dziękujemy.
- Przepraszam Enrique, że Cię wtedy uderzyłem.
- Już o tym zapomniałem. - uśmiechnął się.
Wyszedł z sali, odetchnęliśmy z ulgą. Usiadłem obok Elizy i ją pocałowałem. Zskochany byłem tak jak na początku, bardzo ją kocham, bardzo kocham swoją rodzinę. Wyciągnąłem telefon gdy rozległ się dzwonek, spojrzałem na wyświetlacz. Mama, odebrałem.
- Cześć synku, co u Ciebie? Wszystko w porządku?
- Tak, coś się stało?
- Nie, to prawda, że rozstałeś się z Olgą?
- Tak, rozstałem się z nią. Mamo, nie ma mnie teraz w domu, zadzwonie wieczorem dobrze?
- Będę czekać.
Odłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni. Dzieciaki zasnęły na naszych rękach, położyliśmy je do szpitalnego łóżeczka. Położyłem się obok Elizy, przytuliła się do mnie i zamknęła oczy. Pocałowałem ją w czubek głowy, zasnęła w moich objęciach. Pedro ponownie wszedł do sali, uśmiechnął się na nasz widok i upamiętnił ten moment zdjęciem. Podszedł do dzieci i im też  zrobił zdjęcie.
- Cudownie razem wyglądacie. Jesteś szczęśliwy?
- I mówi to człowiek, który chciał nas rozdzielić. Bardzo jestem szczęśliwy, mam zdrowe śliczne dzieci, odzyskałem Elizke. Czego chcieć więcej?
- Przepraszam, że tak na Ciebie naskoczyłem rano z tą sprawą z Alexisem.
- W porządku, miałeś prawo się wściekać. Prosiłeś mnie bym mu nie dawał pieniędzy. Chciałem mu tylko pomóc. 
- Wiem, wszystkim chcesz pomagać. Masz wielkie serducho. - uśmiechnąłem się. - Wracam do domu, rodzinka czeka.
- Rozumiem idź. A Pedro mam pytanie. Minie kilka dni zanim stąd wyjdą. Pomożesz mi rozwalić łazienkę na górze i zrobić z tego pokój dla małych?
- Jasne, zbiorę kilka osób i szybko to ogarniemy.
- Dzięki, spadaj do Anny.
Wyszedł, a ja pocałowałem Elizę w czoło i zamknąłem oczy. Obudził nas płacz Luisa, otworzyliśmy oczy, wstałem i zabrałem małego na ręce. Eliza go nakarmiła, uspokoił się.
- Nie mogę się doczekać aż wrócisz do domu, do naszego domu. - pocałowałem ją. - Jeszcze kilka dni.
- Bardzo Cię kocham.
- Ja Ciebie też. Już nigdy nie pozwolę Ci odejść, obiecuję. Już nigdy nie pozwolę byś płakała przeze mnie.



Już jutro ma 42 urodziny 😻
🔜 10 days 😊