piątek, 10 marca 2017

Treinta y Dos

Obudziłem się cały nagi w sypialni Olgi, nie było jej obok mnie. Wstałem i ubrałem bokserki i zszedłem na dół. Stała przy kuchennym blacie i przygotowywała sobie coś do jedzenia, płakała. Tego się obawiałem. Podszedłem do niej i złapałem ją za biodra całując w szyję. Odwróciłem ją i starłem jej łzy z policzek. Kąciki jej ust lekko się poniosły, przytuliłem ją do siebie.
- Nie płacz - gładziłem ją po plecach.
- Czuję się jak dziwka, która idzie z pierwszym lepszym do łóżka.
- Przepraszam, że płaczesz przeze mnie.
- Zrobiliśmy błąd, to się w ogóle nie powinno wydarzyć.
- Ja tego błędu nie żałuję i nie chcę byś ty tego żałowała. Trudno, stało się. Wylądowaliśmy w łóżku, ale to nie jest powód do płaczu. Oboje tego chcieliśmy.
Mocno się we mnie wtuliła. Staliśmy przytuleni do siebie dopóki nie odezwał się mój telefon. Wypuściłem Olgę z objęć i poszedłem odebrać, wydusiłem tylko z siebie "O cholera". Tego telefonu spodziewałbym się najmniej, nie sądziłem, że Eliza zadzwoni sama od siebie. Kilka razy sprawdzałem czy to na pewno ona dzwoni, jakoś nie mogłem w to uwierzyć.
- Halo. - podszedłem do Olgi.
- Pewne jesteś zaskoczony, że dzwonię.
- Nie zaprzeczę. Stało się coś? Coś z dziećmi?
- Nie, wszystko jest w porządku. Chciałam się z tobą spotkać.
- Bardzo chętnie, ale nie ma mnie teraz w Hiszpanii, będę dopiero za trzy dni. - pocałowałem Olgę.
- Rozumiem, skontaktuj się ze mną gdy wrócisz dobrze?
- Zadzwonię.
~.~
Zadzwoniłam do Enrique bo chcę z nim porozmawiać, chcę z nim sobie wszystko wyjaśnić, ale też chcę go zobaczyć. Tęsknie za nim. Nadal go kocham, ale nie potrafię mu zaufać tak jak kiedyś. Sprawił, że czułam się kochana, potrzebna komuś, przy jego mamie czułam jakbym miała prawdziwą rodzinę, która będzie czekać na narodziny dzieciaków. Tak bardzo bym tego chciała, tak bardzo chciałabym z nim być, mieć go każdego dnia, każdego wieczoru, mieć go cały czas przy sobie ale teraz wiem, że to niemożliwe, że my nie będziemy już razem. Mimo tego, że nadal go kocham i mam do niego cholerną słabość to nie będziemy razem.
~.~
Chciała się spotkać, może jest jakaś minimalna szansa byśmy do siebie wrócili. Zrobię wszystko jeśli taka możliwość się pojawi. Chcę by nasze dzieci miały obojgu rodziców. Nadal nie wiem czy sprawdzę się w roli ojca, nigdy nie miałem żadnego dziecka pod opieką, nie miałem okazji się przekonać. Cieszę się, że zadzwoniła, będę miał okazję się z nią zobaczyć, spojrzeć jej w oczy i może przytulić. Chcę ją po prostu zobaczyć, sprawdzić czy sobie radzi, czy nic jej nie jest.
- Enrique, mogę Ci coś powiedzieć? Ale obiecasz, że mnie nie wyśmiejesz?
- Obiecuję.
- Bo ja się w tobie chyba zakochałam.
- To oboje mamy ten sam problem bo ja w tobie też. - pocałowałem ją.
- Więc co z tym zrobimy?
- Pojęcia nie mam. - kolejny raz ją pocałowałem. - Proponuję to samo pomieszczenie co kilka godzin temu i nie wychodzenie z niego przez następne godziny. - zabrałem ją na ręce i zaniosłem do sypialni.
Położyłem Olgę na łóżku i pocałowałem, oparła się na łokciach, jakie ona ma umięśnione ręce, jest bardziej umięśniona ode mnie.
- Wpadnę przez Ciebie w kompleksy. - zaśmiałem się.
- Niby czemu?
- Masz lepiej wyrzeźbione ciało ode mnie.
- Ja już Ci pomogę zrobić rzeźbę. Skąd masz tę bliznę na ręce?
- Dron mnie pociął. 
Leżeliśmy wtuleni w siebie poznając się jeszcze bardziej, opowiadaliśmy swoje życiorysy. Zatkało mnie gdy dowiedziałem się, że trenowała boks, po niej bym się tego nie spodziewał, jej twarz jej taka niewinna, a okazało się, że ma dwa oblicza, co raz bardziej mnie zaskakiwała. Była niesamowita. Kobieta, która trenowała boks i ja. To nie jest dobre połączenie, może się to źle dla mnie skończyć, lepiej jej nie wkurzać. Usłyszeliśmy, że ktoś wszedł do domu, zerwaliśmy się na równe nogi i spojrzeliśmy na siebie. Cicho zeszliśmy na schody, Olga puściła moją rękę i zbiegła na dół wskakując jakiemuś facetowi na szyję. Przyglądałem się całej sytuacji z góry, chciałem się dowiedzieć kim on jest. Zszedłem na dół gdy postawił Olgę na ziemie i do niej podszedłem łapiąc ją za tyłek. Uśmiechnęła się i na mnie spojrzała. Czułem się przy nim jak kurdupel. Był wysoki, dobrze zbudowany, wysportowany. Jego dłoń to moje dwie. Wolałbym nie wpaść w nim konflikt, niczym Dwayne Johnson. 
- Poznajcie się. Paul to jest Enrique, mój chłopak, Enrique to jest mój brat Paul.
- Złam jej serce, a skręcę Ci kark. - przełknąłem głośno ślinę.
- Nie ma obawy. - zapadła cisza, a po chwili wybuchli śmiechem, czułem, że na twarzy zrobiłem się czerwony.
- Miło Cię poznać Enrique. - podał mi dłoń którą uścisnąłem.
- Mnie też... Chyba.
Tak, jedyne co teraz chciałem zrobić to dać nogi, jej brat to olbrzym, zdeptał by mnie jak mrówkę. Odsunąłem się krok do tyłu, unikałem jego wzroku, przestraszyłem się tego kolesia.
~.~
Enrique był słodki gdy stał przed moim bratem, taki niewinny, przestraszony. Mój brat samym wyglądem wzbudzał strach.
- Zaraz będą tu rodzice. - odezwał się Paul.
- Na mnie już pora. Skontaktuję się z tobą. - Enrique mnie pocałował. 
Zabrał telefon i otworzył drzwi, chciał wyjść, ale na przeciwko stanęli moi rodzice.
- A ty przystojniaczku kim jesteś?
- Ja? Tym, no... yyy.
- To mój chłopak mamo. - złapałam go za rękę. - Trochę się zmieszał was widząc.
- No własnie. - podrapał się za głową.
- Przystojny, dobrze zbudowany, zadbany. Masz gust Olga. Jak się nazywasz przystojniaku?
- Enrique Iglesias.
- Miałeś problemy z prawem?
- Nie, chyba, że mandaty się liczą.
- Pijesz, palisz, bierzesz narkotyki?
- Raz na jakiś czas się napiję, nie palę i nie biorę narkotyków.
- Pracujesz? Starcza Ci na życie?
- Można to nazwać pracą, tak, starcza mi na wszystko.
- Dlaczego można to nazwać pracą? Czym się zajmujesz?
- Koncertuję, jestem piosenkarzem.
- To pieniądze za nic, to nie jest praca.
- Ja uważam inaczej, praca połączona z pasję. - uśmiechnął się. - Było mi na prawdę miło, ale muszę już iść. 
Wyszedł z domu, a zaraz po nim wyszłam ja. Złapałam go mocno za rękę i pocałowałam.
- Przepraszam Cię za mamę.
- Nic się nie stało. Jest dociekliwa, zakłopotała mnie.
- Nie wiedziałam, że ma przyjechać.
Stanął na przeciwko mnie i złączył nasze usta w długi pocałunek.
- Wróć ze mną do Madrytu, jedź tam ze mną.
- Pojadę. - pocałowałam go. - Pojadę razem z tobą.
- Jesteś cudowna. - przytulił mnie. - Kocham Cię. Wpadnę do Ciebie wieczorem, mam nadzieję, że będziesz sama.
- Postaram się ich pozbyć. Będę czekać. - pocałowałam go i odeszłam.








piątek, 3 marca 2017

Treinta y Uno!

Minął już jakiś czas od wyjazdu Elizy, nie wiem gdzie wyjechała, gdzie zabrała moje dzieci. Też wyjechałem na kilka dni z Madrytu, musiałem odpocząć, odreagować, przemyśleć wszystko. Sport pomagał mi zapomnieć o świecie żywym. Codziennie biegałem w parku, pływałem, chodziłem na boisko by pograć z przypadkowymi nastolatkami. Położyłem się na łóżku w hotelu i zamknąłem oczy, myślałem nad tym jak to wszystko będzie wyglądało gdy na świat przyjdą dzieciaki, czy będę miał z nimi kontakt, czy będę mógł się z nimi widywać, czy będę mógł je wychowywać. Przynajmniej w jakimś stopniu, bardzo bym chciał, kocham już te dzieciaki. Przebrałem się w sportowe ubrania i wyszedłem z hotelu pobiegać. To najbardziej pomagało mi zapomnieć. Po krótkim maratonie zatrzymałem się przy ławce by się rozciągnąć. Zauważyłem, że ktoś się zatrzymał za mną. Odwróciłem głowę i zauważyłem długowłosą piękną blondynkę, która gapiła się na mój tyłek.
- Możesz nie gapić się na mój tyłek? Czuję się niekomfortowo. - odwróciłem się i uśmiechnąłem się do niej.
- Nie gapię się.
- Wzrok mam jeszcze dobry. - zaśmiałem się. - Jak masz na imię?
- Olga. - podała mi dłoń. - Nie musisz się przedstawiać, wiem kim jesteś.
Uśmiechnęliśmy się do siebie, poprosiła mnie o zdjęcie, zgodziłem się, zabrałem jej telefon do ręki i zrobiłem kilka zdjęć. Zanim oddałem jej telefon zapisałem swój numer.
- Zadzwoń, do zobaczenia. - uśmiechnąłem się.
Odszedłem odwracając się do niej. Wpadła mi w oko, jest piękna. Mam nadzieję, że zadzwoni. Długie blond włosy, niebieskie duże oczy, lekki makijaż, chodzące piękno. Chciałbym poznać ją bliżej, spodobała mi się. Wydaje się być świetną dziewczyną. Cieszyłbym się gdyby zadzwoniła. Chciałbym ją jeszcze spotkać. Wróciłem do hotelu wziąć prysznic, usłyszałem dzwonek telefonu, Pedro. Nie od niego chciałem telefon, wolałbym by była to Olga albo Eliza, ale druga opcja jest raczej niemożliwa. Odebrałem od przyjaciela, nie będę go olewać. Nie rozmawiałem z nim od trzech dni.
~.~
Cały czas o nim myślałem, utknął mi w głowie. Wróciłam do domu, zrobiłam sobie kawy uśmiechając się do siebie na myśl, że w moim telefonie jest jego numer. Wydaje się być w porządku facetem. Chcę się z nim jeszcze spotkać. On chyba też jeśli dał mi swój numer. Miał rację, gapiłam się na jego tyłek. Przyjął to z dystansem, nie jest sztywniakiem. Cudowny ma głos, uśmiech tyłek też niczego sobie. Z zewnątrz facet idealny. Wykręciłam do niego numer i zadzwoniłam, nie odbierał. Zamieniliśmy ze sobą tylko kilka zdań, ale już wiem, że znaleźlibyśmy wspólny język. Zadzwoniłam drugi raz i też nie odebrał. Podał swój numer, a teraz nie odbiera. Faceci. Odłożyłam telefon i poszłam zrobić sobie coś do jedzenia. Zaczęłam przygotowywać jajecznicę, ale mój telefon się odezwał. Uśmiechnąłem się widząc na wyświetlaczu jego zdjęcie, odebrałam.
- Halo. - wróciłam do kuchni.
- Przepraszam, że nie odbierałem, brałem prysznic, Wybaczysz?
- Rozumiem wybaczam. - zaśmiałam się. - Dziwnie mi się z tobą rozmawia. Nigdy nie rozmawiałam z kimś tak znanym na całym świecie.
- To, że jestem trochę znany to nie znaczy, że jestem kimś innym, jestem zwykłym facetem chodzącym po tym świecie. 
- Trochę. - parsknęłam śmiechem. - Jesteś w ogóle świadomy tego, że tyle osób Cię kocha, słucha przychodzi na koncerty?
- Trochę nie ogarniam. - zaśmiał się. - Masz może teraz czas by się spotkać? 
- No znalazłby się. Za piętnaście minut będę już wolna.
- Przyjadę do Ciebie, gdzie mieszkasz?
- Wyślę Ci adres SMS-em bo i tak nie zapamiętasz.
- Skoro tak uważasz. - zaśmiał się. - Do zobaczenia.
Odłączył się a mi chciało się skakać pod sam sufit na myśl, że on tu przyjdzie, że znowu się spotkamy. Wysłałam mu adres i pobiegłam do łazienki poprawić włosy i makijaż, przebrałam się w krótkie spodenki i w białą bokserkę. Zeszłam do kuchni i przeklęłam pod nosem gdy zorientowałem się, że zostawiłam patelnie z jajecznicą na gazie. Otworzyłam wszystkie okna by zapach spalenizny zniknął jak najszybciej. Szybko zaczęłam zmywać naczynia, ale rozległ się dzwonek do drzwi, cholera. Wytarłam szybko ręce i poszłam otworzyć. Przywitał mnie szerokim uśmiechem, wpuściłam go do domu, kazałam mu usiąść, a ja chciałam szybko dokończyć zmywać naczynia. 
- Czuję jajecznicę, spaloną. - zaśmiał się. - Marny z Ciebie kucharz.
- Nie prawda. - spojrzałam na niego. - Zadzwoniłeś to dlatego się spaliło.
- Pomogę Ci, będzie szybciej.
- Nie trzeba, już kończę. 
Z jego pomocą po chwili wszystko było pozmywane, czułam na sobie jego wzrok, i kto tu się gapi na tyłek. Typowy samiec. Na jego twarzy panował cały czas uśmiech, ja też nie potrafiłam się nie uśmiechać. Uśmiech ma zaraźliwy. Rozmawialiśmy na różne tematy, poznawaliśmy się. Mieliśmy wiele wspólnych tematów, miałam wrażenie, że znamy się już szmat czasu,
- Masz plany na wieczór? Czy będę mógł porwać Cię do klubu?
- Możesz mnie porwać, nie mam planów. - uśmiechnęłam się. - Masz kogoś?
- Nie, prawie trzy miesiące temu rozstałem się z Elizą. Teraz tego żałuję.
- Dlaczego?
- Dowiedziałem się, że jest w bliźniaczej ciąży, wyjechała gdzieś z nowym facetem zabierając mi dzieciaki. Wolę o tym nie gadać, przepraszam. A ty kogoś masz?
- Nie, wszyscy faceci, z którymi byłam okazali się dupkami.
- Dla Elizy też jestem dupkiem. Może faceci tacy są?
- Chodź, przejdziemy się, koniec tych smutasów.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do knajpki by coś zjeść i napić się piwa. Kupiliśmy, to znaczy Enrique kupił bo powiedział, że stawia hamburgery i po jednym piwie. Świetnie mi się z nim rozmawiało, dogadywaliśmy się, jest świetnym facetem. Szkoda mi go, że jego była wyjechała z dzieciakami, z jego dzieciakami. Zjedliśmy wszystko, wypiliśmy piwo i wyszliśmy z knajpy. Odprowadził mnie pod same drzwi, pożegnaliśmy się na dwie godziny i weszłam do domu.
~.~
Ta dziewczyna jest niesamowita, znamy się krótko, a już tyle o sobie wiemy, lubię z nią spędzać czas. Jest cudowna, jest piękna, ma cudowny uśmiech, poczucie humoru. Aż chciałem ją pocałować, ale się powstrzymałem. Wyszedłbym na napalonego faceta. W hotelu wziąłem tylko prysznic i znów pojechałem taksówką do Olgi. Wszedłem cicho do domu, ćwiczyła do muzyki Alvaro Solera, przez chwilę gapiłem się na jej tyłek, ale potem wyłączyłem radio. Odwróciła się i uśmiechnęła się na mój widok. Podeszła do mnie i pocałowała w policzek.
- Długo tu jesteś?
- Wystarczająco długo by popatrzeć na twój zgrabny tyłek.
- A mówi, że to ja się gapię na tyłek.
- Ty gapiłaś się pierwsza.
Złapałem ją za rękę i przybliżyłem ją do siebie. Patrzyliśmy na siebie z uśmiechem na twarzy, zjechałem rękami na jej tyłek i ją pocałowałem, nie wytrzymałem, musiałem. Oderwałem się od niej i się uśmiechnąłem, czekałem na jej reakcje. Pocałowała mnie i owinęła sobie nogi wokół mojego pasa gdy wskoczyła mi na szyję. Trzymałem ją za tyłek wkładając rękę pod jej spodenki i przejechałem palcami po jej kroczu. Wydała z siebie cichy pomruk.
- A teraz zanieś mnie na górę i drugie drzwi na lewo.
Zrobiłem to co kazała i wylądowaliśmy w sypialni. Rzuciłem ją z niedużej wysokości na łóżko i nie przestawałem całować. Włożyłem rękę pod jej bokserkę. Odepchnęła mnie swoimi umięśnionymi nogami i wylądowałem na ścianie, podeszła do mnie i ściągnęła moje spodnie razem z bokserkami. Wzięła mojego penisa do ust, wypuściłem powietrze dając Oldze pole do popisu. Pozbyliśmy się reszty ubrań, przejechałem ręką po jej kroczu i pocałowałem. Złączyłem nasze ciała w jedną całość. Wykonywałem wolne, ale mocne i dokładne pchnięcia, wydawaliśmy z sobie tylko ciche jęki, przeszedłem do szybszych pchnięć. Wydała z siebie krzyk i wbiła swoje palce w moje plecy. Pocałowałem ją w piersi zjeżdżając do samego końca. Wydawała z siebie ciche jęki, pocałowałem ją trzymając ją za biodra. Opadłem na poduszkę, a ona usiadła mi na brzuchu. Wzięła mojego penisa do ust i cała długość znajdywała się w jej jamie ustnej. Położyła się na mnie i zamknęła oczy. Jakie ona ma cudowne wysportowane ciało. Gładziłem ją po plecach analizując każdy centymetr jej ciała. Mam nadzieję, że nie będziemy tego żałować gdy się obudzimy.







piątek, 24 lutego 2017

Treinta!

Dwa miesiące bez Elizy były trudne, ale pogodziłem się z tym, że odeszła. Dostawałem zdjęcia z USG i opis ciąży pocztą. Zdjęcia wiszą na lodówce przypięte magnesem. Po opisie mogłem wywnioskować, że z dziećmi wszystko jest w porządku. Moje dwa małe skarby. Nie kontaktowałem się z Elizą, ale bardzo za nią tęsknie, za nią i za moimi dziećmi. Pedro ma z nią cały czas kontakt, ale nic nie mówił, już tyle razy próbowałem coś z niego wyciągnąć, bez skutku. Nadal ją kocham, chciałbym się z nią zobaczyć. Chcę wiedzieć czy kogoś ma, jak się czuje, jak wygląda, jak sobie radzi. Wyszedłem z domu i wsiadłem do samochodu odjeżdżając do sklepu, zrobiłem większe zakupy i wróciłem do domu, w skrzynce miałem dwie koperty, jedna na pewno była od Elizy, a druga nie miałem pojęcia. Zabrałem koperty i wszedłem do domu otwierając kopertę, wypadło z niej zdjęcie, podniosłem je i kciukiem przejechałem po dwóch małych istotach, które niedługo pojawią się na świecie. Przywiesiłem zdjęci na lodówce i otworzyłem drugą kopertę był w niej list. Wyciągnąłem go i zacząłem czytać, również był od Elizy. "Każdego dnia próbuję się z Tobą skontaktować, ale tchórzę tak jak zawsze. Jestem tchórzem, wiem. Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś, jestem Ci za to wdzięczna. Dziękuję za każdy moment w moim życiu, w którym byłeś. Kocham Cię, ale my już nigdy nie będziemy razem. Nas już nie ma. Wyjeżdżam z Madrytu, zaczynam nowe życie bez Ciebie. Wiem, że powinnam Ci to powiedzieć prosto w twarz, ale nie potrafię spojrzeć Ci w oczy. Żegnaj, Eliza." Po przeczytaniu wybiegłem z prędkością światła i momentalnie znalazłem się u Pedro. Dałem mu list, który od razu przeczytał.
- Daj mi jej adres, proszę. Ona nie może wyjechać z moimi dziećmi. 
- Myślałem, że się już pogodziłeś z tym, że odeszła.
- Też tak myślałem, ale jak myślę, że ona wyjedzie z moimi dziećmi to mnie szlag trafia. Proszę Cię, daj mi ten adres.
- Nie mogę, przepraszam.
- Postaw się w mojej sytuacji, co byś zrobił gdyby Anna chciała uciec z twoim dzieckiem?
- Nie dopuścił do tego.
- No właśnie, pomóż mi, proszę.
- Dobra, chodź, ja prowadzę.
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy, cały czas milczeliśmy, słychać było tylko nasze oddechy i ryk silnika. Dojechaliśmy na miejsce, Eliza otwierała sobie drzwi od taksówki, wysiadłem z samochodu i do niej podbiegłem zamykając i blokując drzwi.
- Jak mnie znalazłeś?
- Nie ważne. Nie wyjeżdżaj, nie odbieraj mi dzieci.
- Nie odbieram Ci ich. - złapałem ją za brzuch. - Wiesz wszystko o ciąży.
- Eliza proszę Cię. - w oczach pojawiły mi się łzy. - Nie wyjeżdżaj, kocham Cię. Spróbujmy jeszcze raz.
- Nie, zniszczyłeś to wszystko, nie będziemy już razem.
- Wiem, że spierdoliłem nasz związek, chcę to naprawić. 
- Wszystko w porządku kochanie? - podszedł do nas Diego i objął Elizę. - Jesteś gotowa?
- Tak, możemy jechać.
- Kochanie? Jesteście razem?
- Jesteśmy, jeszcze coś? Nie mamy czasu.
- Szczęścia życzę. - wycedziłem przez zęby. 
Odszedłem wściekły i załamany, ominąłem samochód, w którym siedział Pedro. Chciałem być sam, musiałem to wszystko przetrawić. Nie myliłem się, wiedziałem, że jest coś między Elizą, a Diego. Jest z nim szczęśliwa, nie będę wpieprzał się w jej życie. Mam nadzieję, że po narodzinach będę mógł wychowywać w jakimś stopniu maluchy. Mam nadzieję, że mi ich nie odbierze. Usiadłem na ławce w parku i się rozpłakałem. Ułożyła sobie życie beze mnie, jest z Diego, to z nim założy prawdziwą rodzinę, ja będę tylko patrzył na to jak jest szczęśliwa u jego boku, mnie już skreśliła ze swojego życia i muszę się z tym pogodzić. Wyjadę gdzieś, odpocznę od tego wszystkiego, przemyśle wszystko.
- Chodź stary, odwiozę Cię do domu. - po ramieniu poklepał mnie Pedro. - Chodź.
- Mogę jechać do was? Nie chcę być sam w domu.
- Pewnie, chodź.
Po kilkunastu minutach byliśmy już u Pedro w domu, siedzieliśmy w ciszy, nie chcieliśmy niczego mówić, chciałem się tylko rozpłakać i w spokoju wypić piwo. Wtedy u mnie w domu, Pedro za bardzo wziął sobie moje słowa do serca by przestał pić bo od tej pory nie wziął alkoholu do ust. W sumie dobrze bo po alkoholu robił głupoty, ale też nie chciał nadużyć mojego zaufania szczególnie gdy był okres czasu, że nasza przyjaźń prawie się zakończyła. To był najgorszy okres czasu w moim życiu niewliczając tego. Pedro kocham i traktuje jak brata i nie wyobrażam sobie żeby któregoś dnia go zabrakło obok mnie.
- Co masz zamiar zrobić?
- Nie wpieprzać się w jej życie, jest szczęśliwa z tym frajerem, a o mnie już zapomniała, ułożyła sobie życie. Teraz ja muszę to zrobić. Kocham ją, ale muszę się pogodzić, że odeszła. Na zawsze. Wyjadę gdzieś, spróbuję zapomnieć i poukładam to wszystko sobie w głowie. Tylko tyle mogę zrobić.
- Pomogę Ci. 
- Dziękuję. - wymusiłem uśmiech.
~.~
Szkoda mi Enrique, kocha Elizę kocha dzieciaki, Eliza zachowała się tchórzliwie tak po prostu wyjeżdżając z Madrytu. Ucieczka nie rozwiąże wszystkich problemów. Enrique też nie zachował się rozsądnie zostawiając Elizę, ale każdy zasługuje na drugą szansę, Enrique też. Widać, że tego żałuję, gdyby mógł cofnąć czas to wtedy postąpiłby inaczej, spróbowałby to z Elizą wszystko naprawić. Zranił Elizę bo byli w sobie bardo zakochani, ale Enrique też cierpi. Eliza tak po prostu wyjechała zabierając mu dzieci, których może nigdy nie zobaczyć, a wzorowego tatusia będzie grał Diego. Mam jednak nadzieję, że któregoś dnia do siebie wrócą bo razem wyglądali cudownie. Do tej pory żałuję, że chciałem ich rozdzielić, oni razem tak idealnie się dopasowali.
~.~
- W porządku? - zapytał Diego przytulając mnie.
- Tak, jest ok. - złapałam się za brzuch.
- Cały czas o nim myślisz? Nie zaprzątaj sobie nim głowy. Jest dupkiem, że Cię zostawił.
- Może jest dupkiem, ale też jest ojcem moich dzieci. On nigdy nie zniknie z mojego życia.
- Nadal go kochasz?
- Sama nie wiem. Z jednej strony mam ochotę mu przywalić tak by się nie pozbierał, a z drugiej ja go widzę to chcę się do niego przytulić i nigdy już nie puścić.
- Co zrobisz po porodzie?
- Nie wiem, na pewno się z nim skontaktuję, powinien wiedzieć. Nie zabronię mu widywać się z dziećmi. Musi mieć wpływ na ich wychowanie. Ty byś wolał żebym w ogóle się z nim nie spotykała, prawda?
- To twoja decyzja, zrobisz jak uważasz.
- Nie pomagasz, - pocałowałam go.
Mocno mnie do siebie przytulił i przyłożył rękę do brzucha i się uśmiechnął. Złapałam go za rękę, usiadłam mu na kolanach i pocałowałam. Chcę ułożyć sobie życie na nowo, bez Enrique. Rozdział Enrique jest już zamknięty. Naprawdę żałuję, że nam się nie udało, chciałam z nim być, chciałam założyć z nim rodzinę, chciałam się z nim użerać do końca życia, ale teraz to jest już koniec. Nasz koniec.






NOWA PIOSENKA ENRIQUE *.*



piątek, 17 lutego 2017

Veintinueve!

Minęły trzy tygodnie od mojego ostatniego spotkania z Elizą, gdzieś się wyprowadziła, ale ani Anna ani Pedro nie chcieli mi powiedzieć gdzie, Bezskutecznie próbowałem się z nią skontaktować. Nie uwierzyłem jej gdy powiedziała, że mnie zdradziła, gdy powiedziała, że to nie moje dziecko. Nie zrobiłaby mi tego, nie ona. Tęskniłem za nią, bałem się o nich. Bałem się, że coś im się stanie, a tego sobie nie wybaczę. Żałuję, że tak postąpiłem, żałuję, że nie spróbowaliśmy, że ja nie chciałem spróbować. Myślałem, że przerwa dobrze nam zrobi, ale się myliłem. Jest co raz gorzej, zostawiłem ją z dzieckiem. Jak ja mogłem być takim idiotą? Jak ja mogłem ją w ogóle zostawić? Przecież ja ją kocham. Chcę z nią być, chcę mieć z nią rodzinę. Zauważyłem, że samochód Pedro zatrzymał się przed moim domem, a od strony pasażera siedziała Eliza. Szybko wyszedłem i chciałem podbiec do Elizy, ale zatrzymał mnie Pedro.
- Enrique nie, zostaw ją, nie denerwuj jej.
- Chcę z nią tylko porozmawiać. Pozwól mi na to, chcę się dowiedzieć prawdy.
- Pedro zostaw nas. Muszę z nim porozmawiać. Proszę, idź spakuj moje rzeczy, a nas zostaw samych. 
Podeszła do mnie, mocno ją do siebie przytuliłem. Weszliśmy do domu, nalałem Elizie soku i usiadłem obok niej, niepewnie złapałem ją za rękę.
- Powiedz mi prawdę, nie zdradziłaś mnie? To moje dziecko?
- Tak, to są twoje dzieci, nie zdradziłam Cię. Powiedziałam to w złości.
- Dzieci?
- To bliźniaki. Będziesz ojcem bliźniaków.
- Spróbujmy jeszcze raz, spróbujmy dla naszych dzieci.
- Nie kontaktuj się ze mną. - wstała.
- Nie skreślaj nas.
- To ty nas skreśliłeś, to ty nie chciałeś spróbować.
- I nawet nie wiesz jak teraz tego żałuję. Wybacz mi, daj mi szansę. Proszę. Chcę być przy tobie w czasie ciąży, chcę wychowywać nasze dzieci. Chcę mieć z tobą rodzinę.
Musiałem ją pocałować. Złączyłem nasze usta w długi pocałunek, nie wyrywała się. Tęskniłem za nią, tęskniłem za moimi dziećmi. Oderwaliśmy się od siebie gdy zabrakło nam tchu. Złapałem ją za brzuch, pokochałem te dwie małe istoty.
- Kochasz mnie? Odpowiedz to co Ci mówi serce.
- Kocham, bardzo.
- Czy jest szansa, że nam się jeszcze uda?
- Nie wiem, potrzebuję czasu. Przepraszam, śpieszę się.
- Jedno ostatnie pytanie i będziesz mogła odejść. Z dziećmi wszystko w porządku? Są zdrowe?
- Tak, są zdrowe. Będziesz wszystko wiedział o przebiegu ciąży. Powinieneś wiedzieć, to twoje dzieci. 
Pedro zszedł z góry z resztą rzeczy Elizy, chciało mi się płakać gdy wychodziła z domu. Przed oczami miałem wszystkie momenty z nią związane. Nasze pierwsze spotkanie na moście, nasze spotkania na ulicach. Moment gdy wszystko jej wyznałem, nasz pierwszy pocałunek, słyszałem w głowie gdy pierwszy raz powiedziała do mnie "Kocham Cię" zrobiła to tak niepewnie. Nasze kłótnie, sprzeczki i nasze rozstanie. Bardzo ją kocham, ale wszystko zniszczyłem przez swoją pierdoloną zazdrość. Chciałbym to wszystko naprawić, ale teraz jest już za późno. Muszę się z tym pogodzić, że odeszła. Z rozmyśleń oderwał mnie dźwięk SMS-a, wziąłem telefon do ręki, Eliza. "Chcę żebyś wiedział, że wiele rzeczy, które zrobiłam w życiu żałuję, ale nie żałuję że poznałam Ciebie. Byłeś najlepszą osobą jaką spotkałam. Nie żałuję żadnej chwili spędzonej z tobą, żałuję tylko, że nam się nie udało. Chcę żebyś wiedział, że u twojego boku byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Kocham Cię, żegnaj . Twoja Eliza." Miałem łzy gdy to czytałem. Zadzwoniłem do niej, ale miała wyłączony telefon. Chciałbym wiedzieć gdzie mieszka, chciałbym z nią porozmawiać w cztery oczy, szczerze, bez krzyków. Chciałbym by do mnie wróciła. Tęsknie za nią.
~.~
Gdy tylko zostałam sama w domu wybuchłam głośnym płaczem. Nie potrafię bez niego funkcjonować, to on nadał sens mojemu życiu. Każda minuta z nim spędzona była najlepszą minutą w moim życiu. Wiele dla mnie zrobił, nie zapomnę mu tego do końca życia, pokochałam go, myślałam, że nam się uda, myliłam się. Chcę go mieć przy sobie, chcę go każdego ranka i każdego wieczoru mieć przy sobie, chcę by był przy mnie cały czas. Chcę byśmy razem wychowywali nasze dzieci, ale nie potrafię z  nim być. Nie potrafię z nim rozmawiać. Gdy mnie pocałował to chciałam się do niego przytulic i już nie puścić. Kocham tego idiotę. Moje ostatnie miesiące spędzone z nim były cudowne. Nie chciałam odchodzić. Chcę o nim zapomnieć, muszę o nim zapomnieć by normalnie funkcjonować. Myśląc o nim nic nie zdziałam. Złapałam się za brzuch i przez łzy się uśmiechnęłam. Enrique pytał dlaczego mu nie powiedziałam, bałam się, ale chciałam to zrobić gdy między nami by się unormowało. Nie chciałam by dowiedział się w taki sposób i od Pedro.
- Musimy sobie poradzić sami. - powiedziałam do brzucha. Damy sobie radę. Tata okazał się dupkiem, ale sobie poradzimy. 
Położyłam się na łóżku i schowałam twarz w poduszkę.
~.~
- Podajcie mi jej adres, chcę z nią porozmawiać. Ona pod sercem nosi moje dzieci.
- Nie podamy Ci adresu, zostaw ją w spokoju. Daj jej to wszystko przemyśleć, poukładać.
- Kocham ją do cholery! Chcę wiedzieć co się z nią dzieje.
- Gdybyś ją kochał to byś jej nie zostawił. Miałeś już swoją szansę, zmarnowałeś ją.
- Ona jest matką moich dzieci! Wiem, że spierdoliłem sprawę. Chcę teraz to naprawić. Powiedz mi czy mieszka w Madrycie.
- Mieszka, daj jej spokój.
- Kurwa!
Wyszedłem z domu Pedro wściekły, że wyszedłem bez jakichkolwiek informacji o tym gdzie mieszka Eliza. Chciało mi się płakać, bezradny wróciłem do domu i odpaliłem laptopa. Jak dobrze, że w sobotę już ściągam gips i będę mógł już wszystko normalnie robić, a wtedy zawalczę o Elizę i moją rodzinę. Tęsknie za nią. Jak ja mogłem to wszystko tak spierdolić? Jestem idiotą. Zauważyłem, że jej się przytyło, ale nie pomyślałbym, że jest w ciąży. Uważaliśmy, zabezpieczaliśmy się, nie chcieliśmy teraz dziecka. Pospieszyliśmy się, Eliza ma dopiero 19 lat, ale jeśli mamy już zostać rodzicami to chcę wychowywać nasze dzieci, nie boję się odpowiedzialności, chcę podołać temu wyzwaniu, chcę być najlepszym ojcem dla naszych dzieci. Chcę być przy Elizie w czasie ciąży, chcę z nią być do końca życia. Nie wiedziałem jak zdobyć jej adres, Pedro miał różne wtyki, znajomości, ale on teraz mi nie pomoże, muszę działać sam. Prędzej czy później zdobędę jej adres, a wtedy zabiorę ją w swoje objęcia i nigdy nie wypuszczę. Gdy będę musiał ją przepraszać nawet na kolanach to będę to robił. Zrobię wszystko by do mnie wróciła.









czwartek, 2 lutego 2017

Veintiocho!

- O co Ci chodzi?
- O to, że odkąd wróciliśmy do Madrytu to każdy wieczór spędzasz z Diego! Nie spędziliśmy ze sobą ani jednego wieczoru od powrotu z Rio!
- Zazdrosny jesteś?!
- Tak! Jestem o Ciebie zazdrosny! To jest coś dziwnego, że jestem zazdrosny o swoją dziewczynę?! Nie chcę byś się z nim spotykała!
- Nie masz prawa mi zabraniać spotykać się z Diego! Nie masz prawa niczego mi zabronić!
- Nie widzisz tego? Nie widzisz tego, że  on chce nas rozdzielić?! Najgorsze jest to, że mu się udaje!
- Słyszysz co ty w ogóle mówisz?! Skąd Ci to w ogóle do głowy przyszło?!
- Na prawdę tego nie widzisz?! - zaśmiałem się kpiąco. - Właśnie widać jak owinął sobie Ciebie wokół palca!
- Nie wierzę, że to mówisz.
- Eliza. - złapałem jej twarz w dłonie. - Dziewczyno otwórz oczy! On nas od siebie oddala.
- Zostaw mnie! - złapałem ją za ręce. - Puść mnie!
- Zastanów się czy to ma sens, czy nasz związek ma sens.
- O czym ty mówisz?
- Zastanów się nad tym. - ubrałem buty i zabrałem bluzę. - Nie wracam do domu na noc! Nocuję u Pedro jakby Cię to interesowało! - wyszedłem z domu.
- Enrique zaczekaj! Kochanie!
- Idź sobie do Diego i wyżal mu się jaki jestem beznadziejny!
- Enrique nie mów tak! - złapała mnie za rękę. - Zostań, porozmawiajmy.
- Nie Eliza, kocham Cię, ale muszę to wszystko przemyśleć.
- Misiu, proszę Cię. Nie zostawiaj mnie teraz.
- Daj mi czas, muszę to przemyśleć. Porozmawiamy jutro.
- Kochanie... - odszedłem. - Kocham Cię! Zostań!
Zdenerwowany poszedłem do domu przyjaciela. Po kilka minutach byłem sam na sam z Pedro i wszystko mu opowiedziałem. Bałem się, że między mną, a Elizą wszystko się skończy. Z dnia na dzień między nami było co raz gorzej. Nie chciałem by to wszystko się kończyło, ale chyba będzie lepiej jak zrobimy sobie przerwę. Przynajmniej na razie. Jutrzejsza rozmowa będzie mnie dużo kosztować.
~.~
Siedziałam na łóżku i myślałam nad tym wszystkim, nad naszym związkiem. Nie chciałam się z nim rozstawać. Nie chciałam by nasz związek się skończył. Kocham go. Bałam się, że go stracę, nie chciałam go stracić, wiem, że nasz związek po raz kolejny jest na granicy. Enrique ma rację, oddaliliśmy się od siebie i to bardzo, przeze mnie. Boję się jutrzejszej rozmowy, boję się, że jutro nastąpi nasz koniec. Usłyszałam dzwonek domofonu, otworzyłam bramkę i drzwi. Zobaczyłam Diego, poprosiłam go by dał mi spokój i stąd poszedł, chciałam być sama. Zrobił to niechętnie, wyczuł, że coś się dzieje.
~.~
Na następny dzień od razu gdy wstałem po krótkim śnie poszedłem bez żadnego słowa pożegnania do swojego domu by porozmawiać z Elizą. Emocje, które we mnie buzowały opadły, ale wiem, że teraz czeka mnie trudna rozmowa. Wszedłem do domu, zobaczyłem siedzącą smutną Elizę pijącą gorącą herbatę. Odstawiła kubek gdy mnie zobaczyła i podeszła do mnie by mocno mnie przytulić. W oczach pojawiły mi się łzy.
- Przepraszam skarbie, przepraszam.
Nalałem sobie soku i usiadłem obok Elizy, nie wiedziałem jak zacząć tę rozmowę.
- Eliza posłuchaj, myślałem nad tym prawie całą noc i najlepiej dla nas będzie jak się rozstaniemy. - te słowa z trudnością przechodziły mi przez gardło.
- O czym ty mówisz? Kocham Cię.
- Też Cię kocham, ale sama widzisz jak nam się układa, a raczej się nie układa. Cały czas się kłócimy. Tak będzie lepiej dla nas obojgu.
- Nie chcę Cię stracić Enrique. - po policzku spłynęły jej łzy. - Spróbujmy, spróbujmy to naprawić.
- Nie płacz bo zaraz ja zacznę płakać. - starłem jej łzy. - Ta decyzja jest dla mnie trudna, ale dokładnie ją przemyślałem.
- Twoja bezsensowna zazdrość do tego doprowadziła.
Wstała i poszła do sypialni, chciało mi się płakać. Kocham ją, ale jeśli mamy się ciągle kłócić to lepiej będzie jak się rozstaniemy. Bolały mnie te słowa, które wypowiedziałem, wiem, że Elizę też bolały. Poszedłem do sypialni, pakowała się, płakała. Złapałem ją za rękę i przybliżyłem ją do siebie. Przytuliła się do mojej klatki piersiowej, nie chciałem jej puścić. Rozpłakała się jeszcze bardziej. Wypuściłem ją ze swoich objęć i ze łzami w oczach patrzyłem jak się pakowała. Przeżyliśmy ze sobą tyle wspaniałych momentów, kryzysów, kłótni, zawsze dawaliśmy radę, ale nie teraz. Rozstanie to chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Nie mogłem się powstrzymać, musiałem ją pocałować. Zabrała niedużą torbę i wyszła z domu. Gdy straciłem ją z zasięgu wzroku to się rozpłakałem. Usiadłem na schodach przed domem chowając twarz w kolana. Na schody spadały pojedyncze słone łzy. Po kilku minutach słyszałem, że ktoś usiadł obok mnie, po zapachu perfum rozpoznałem, że to Pedro. Spojrzałem na niego przez załzawione oczy, nic nie mówił tylko gładził mnie po plecach.
- Rozstaliśmy się. - rozpłakałem się jeszcze bardziej. - Teraz nie wiem czy dobrze zrobiłem.
- Eliza jest u nas, przyszła cała zapłakana.
- Kocham ją. Wiesz jak nam się układało, jak wszystko nam się pieprzyło.
- Nie sądziłem, że kiedyś będziesz płakał przez kobietę.
- Wszystko spieprzyłem. Przez moją idiotyczną zazdrość zniszczyłem nasz związek. Zniszczyłem to co zbudowaliśmy, wszystko zniszczyłem.
- Dajcie sobie czas, ochłońcie i za kilka dni ze sobą porozmawiajcie . Może to wszystko da się naprawić i do siebie wrócicie. Szczególnie teraz gdy Eliza będzie Cię potrzebować najbardziej.
- O czym ty mówisz?
- Porozmawiaj z nią, od niej powinieneś to usłyszeć.
- Co usłyszeć? Nie wyjdziesz stąd dopóki nie powiesz mi prawdy.
- Nie zauważyłeś tego? Zmiany nastrojów Elizy, że jest blada jak trup, że przybrało jej się na wadze? Nie zauważyłeś tego, że nie dostała okresu?
- Eliza jest w ciąży?
- Brawo Sherlocku.
- Myślałem, że okres jej się po prostu spóźnia. Boże co ja zrobiłem?! Jak ja mogłem ją teraz zostawić?! Dlaczego mi nie powiedziała?
- Chciała to zrobić.
- Jakim ja jestem idiotą! Muszę do niej iść!
- Enrique nie, nie teraz! Ochłońcie.
- Ona ma w sobie moje dziecko!
- I będzie mieć przez następne siedem czy osiem miesięcy. Siedź w domu na tyłku, na razie się z nią nie kontaktuj. Przez następne dni będzie u nas nocowała więc do nas nie przychodź.
- Kurwa mać! Co ja zrobiłem?! Eliza jest w ciąży, a ja ją zostawiłem! Nie dałem nam szansy! - wstałem i wyszedłem ze swojej posesji.  - Idę do niej! Nawet mnie nie zatrzymuj!
Pobiegłem do domu Pedro wparowałem do środka jak do siebie.
- Eliza, dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży?
- Enrique, zostaw ją, widzisz w jakim jest stanie. - zatrzymała mnie Anna. - Jesteście zdenerwowani, to tylko może zaszkodzić dziecku.
- Chcę jej zadać tylko dwa pytania, proszę. - przepuściła mnie do Elizy, kucnąłem przed nią. - Dlaczego mi nie powiedziałaś? Który to tydzień?
- Nie powinno Cię to interesować. To nie jest twoje dziecko. Zdradziłam Cię z Diego, to on jest ojcem.
- Co? To nie prawda. To jest moje dziecko.
- Wystarczy Enrique, zostaw ją. - Pedro próbował wyprowadzić mnie za drzwi.
- Eliza proszę powiedz, że to nie prawda! - rozpłakałem się. - Powiedz, że mnie nie zdradziłaś, że to moje dziecko! Eliza!
- Przepraszam, że Cię okłamywałam.
- Nie wierzę w to! Nie zrobiłabyś mi tego!
- Enrique wyjdź stąd! - wyrzucił mnie za drzwi. - Nie przychodź tutaj! Idź do domu, uspokój się!
- Jestem spokojny! - zamknął mi drzwi przed nosem. - Eliza! Eliza powiedz, że to nie prawda, proszę! Powiedz, że to ja jestem ojcem naszego dziecka! - przywaliłem pięścią w drzwi. - Kochanie!
~.~
Nie wiem dlaczego powiedziałam, że to nie jego dziecko. Nigdy go nie zdradziłam, nigdy tego nie chciałam zrobić, a dziecko jest jego. Zrobiłam to chyba dlatego by go wkurzyć, byłam na niego wściekła, że nie dał nam szansy. Kocham go, ale nie chcę się z nim rozmawiać ani się z nim widzieć. Skreślił nas, nie pozwolił nam tego naprawić. Mogliśmy z tym wygrać, a on nie chciał chociaż spróbować, nie zrobił nic by z tym wygrać.









Zdecydowanie było za dużo sielanki XD

Wszystko co dobre kiedyś się kończy

środa, 1 lutego 2017

Veintisiete!

- Szczęśliwego nowego roku skarbie. - pocałowałem Elizę gdy na zegarze wybiła północ. - Mam nadzieję, że ten rok spędzisz ze mną i będzie jeszcze lepszy niż poprzedni.
- Szczęśliwego nowego roku. - przytuliła się do mnie. - Kocham Cię.
Objąłem Elizę siadając na schodach od domu i podziwiając pokaz fajerwerk pijąc szampana. Byliśmy sami, mama z Julio gdzieś poszli, ja tego Sylwestra chciałem spędzić tylko z Elizą, tylko ja i ona, nikt więcej. Weszliśmy do domu, ściągnęliśmy kurtki, złapałem Elizę za rękę i przyciągnąłem ją do siebie, chciałem ją pocałować, ale przeszkodził nam dzwonek telefonu Elizy, podałem jej telefon spoglądając na wyświetlacz, Diego. Zauważyła moją reakcję to rzuciła telefon na sofę i mnie pocałowała. 
- Mój zazdrośnik. - przytuliła mnie do siebie. - Najwspanialszy zazdrośnik na świecie. Nie chcesz bym się z nim spotykała, prawda?
- Nie mogę Ci tego zabronić. Chcę tylko wiedzieć gdy będziesz się z nim spotykać, nie będę Cię ograniczał bo mnie jeszcze zostawisz, a tego bym nie przeżył.
- Dobrze, będziesz wiedział, ale pod jednym warunkiem. Zaczniesz o siebie dbać.
- Obiecuję. - złapałem ją za dłoń i pocałowałem. - Dziękuję, że jesteś. Dziękuję, że każdego dnia przy tobie jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi. 
- To ja dziękuję, za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
Pocałowałem ją ściągając jej bluzę, włożyłem rękę pod jej czarną sukienkę. Szepnęła "okres" uśmiechając się. Spojrzałem na nią i zrobiłem smutną minę na co parsknęła śmiechem. Obejmując ją usiedliśmy na sofie, jaki ja byłem przy niej szczęśliwy, tylko ona była mi potrzebna do szczęścia, nikt więcej. Tylko mój największy skarb, który złapałem wtedy na tym moście w Madrycie. Chciałem jej pomóc, musiałem to zrobić, nie chciałem nic w zamian. Miałem chwilę zwątpienia, wrażenie, że mi się nie uda, że jednak odbierze sobie życie. Nie sądziłem, że się zakocham, ale Elizka miała w sobie coś, że chciałem być przy niej cały czas, miała coś  w czym się w niej zakochałem. Gdy teraz widzę ją szczęśliwą, uśmiechniętą to wiem, że było warto. Bałem się, że mnie odrzuci, na początku to zrobiła, ale potem wszystko sobie wyjaśniliśmy. Przyznała, że się boi, boi się zakochać, zbliżyć do jakiegokolwiek faceta. Rozumiałem to, dałem jej czas i nie żałuję tego. Jesteśmy szczęśliwi mimo wszystkich sprzeczek, które mieliśmy. Bałem się, że będę musiał wybrać między Elizą a Pedro, który na początku jej nie akceptował przez swoją przeszłość. Nie wiem co bym wybrał, przyjaciela, którego znam i przyjaźnie się z nim od szóstego roku, i którego traktuje jak młodszego brata czy kobietę którą kocham i którą chcę mieć przy sobie cały czas. Cieszę się, że wszystko się jakoś między nami wszystko ułożyło i mam przy sobie i Pedro i Elizę. Nie potrafiłbym wybrać między nimi.
- Mogę Cię o coś zapytać? Tylko odpowiedz i nie okłamuj mnie.
- Pytaj śmiało. Nie ma nic do ukrycia.
- Co ukrywasz z Pedro przede mną? Pamiętasz gdy byliśmy z nimi w kinie? Pedro powiedział, że może się wygadać. Co to było? - zaśmiałem się.
- Dowiedziałaś się tydzień temu, to wycieczka do Rio. - uśmiechnąłem się. - Mój podejrzliwy skarb. Wszystko Ci mówię, nie chcę Cię oszukiwać i mam nadzieję, że ty też mnie nie oszukujesz.
- Jesteś cudowny, wiesz? Kocham Cię bardzo.
- Ja Ciebie też. Wiesz, że chcę mieć z tobą gromadkę dzieci?
Pocałowała mnie i spojrzała mi w oczy. Patrzyliśmy sobie w oczy z uśmiechem na twarzy. Chciałem by tak było zawsze, nie tylko od święta. Do domu wróciła mama, oj miała wypite. Uśmiechnęła się do nas i zniknęła za drzwiami swojej sypialni. Zabrałem Elizę na długi nocny spacer. Objąłem ją i poszliśmy na plaże niedaleko domu. Nachyliłem się nad Elizą i złączyłem nasze usta w długi pocałunek. Szliśmy brzegi oceanu , zimna woda moczyła nam stopy. Objąłem Elizę wokół pasa, przytuliła się do mnie. Pocałowałem ją w czubek głowy.
- Ty z tymi dziećmi to tak na poważnie?
- Śmiertelnie poważnie, oczywiście  nie teraz, ale w niedalekiej przyszłości możemy się postarać o małe Iglesiasiątko. Jeśli będziesz gotowa i będziesz chciała.
- Z tobą mogę mieć nawet całą drużynę piłkarską.
- Z rezerwami czy bez?
- Idiota. - zaśmiała się. - Kiedyś na pewno, ale nie teraz. Za młoda jestem by być matką.
- Poczekam ile będzie trzeba, też na razie się nie widzę jako ojciec.
- Cudowny jesteś. - pocałowała mnie.
Wróciliśmy do domu około piątej nad ranem, o dziwo nie chciało nam się spać. Wszyscy domownicy już spali jak zabici. Nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić, usiedliśmy na łóżku w sypialni przytulając się do siebie. Rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim, o naszym życiu, przyszłości, był też wątek Pedro. Oboje nie możemy go sobie wyobrazić z wózkiem, to jest sprzeczne. Nie mówię, że będzie złym ojcem bo będzie świetnym tatą, nie raz widziałem jaki ma kontakt z dzieciakami, ma do nich cierpliwość. Chciałbym go już zobaczyć niewyspanego, z podkrążonymi oczami i z dzieckiem na rękach. Chciałbym widzieć jak mały albo mała daje mu popalić. Może być niezły ubaw.
- Będziesz przy mnie cały czas?
- Będę zawsze.
- Nie mówiłam Ci, ale kontaktował się ze mną mój ojciec.
- Czego chciał? - zdenerwowałem się.
- Spotkać się, nie zgodziłam się. Powiedział, że tego pożałuję. Boję się Enrique, boję się, że mi, że tobie coś zrobi.
- Spokojnie, przy mnie jesteś bezpieczna. Dziękuję, że mi powiedziałaś.
- Nie chcę by coś Ci się stało.
- Nic mi nie będzie.
Położyliśmy się na łóżku i zasnęliśmy koło siódmej, coś czuję, że ten sen za długi nie będzie. U mnie w rodzinie zawsze było tak, że w Nowy Rok wstawało się wcześnie rano. Musiałeś wstać nawet jeśli nie Ci się to nie podoba, nie masz wyboru, musisz wstać. Co roku zawsze ja schodziłem ostatni, w tym roku zapewne będzie tak samo. Nie widzi mi się wczesne wstawanie, szczególnie gdy Eliza jest obok. Po tym co się dowiedziałem od Elizy to tym bardziej chcę jechać do jego domu i porozmawiać, nie pozwolę by kolejny raz ją skrzywdził, by kolejny raz przez niego płakała. Muszę zadzwonić do Pedro, może już coś wie. Szybko wstałem i zostawiając Elizę poszedłem na dół wykonać telefon do przyjaciela. Odebrał i od razu dostałem od niego ochrzan. Zapomniałem o tym, że u nich jest noc.
- Chłopie pojebało Cię?! Jest środek nocy! Co ty chcesz?!
- Sorry, u nas jest już rano. Masz adres ojca Elizy? Potrzebuję go jak najszybciej.
- Mam, wyślę Ci potem. Dobranoc. - odłączył się.
Kompletnie zapomniałem o strefie czasowej, jeśli u nas jest rano to w Europie jest noc, chyba miał ochotę mnie zabić. Położyłem się na sofie i zasnąłem. Wiedziałem, że zaraz ktoś mnie obudzi i znając życie będzie to moja mama. Otworzyłem oczy, a z uśmiechem na twarzy przywitała mnie Eliza. Uśmiechnąłem się i zabrałem telefon do ręki by sprawdzić godzinę, było parę minut po dziewiątej. Pocałowałem Elizę i powoli podniosłem się z sofy.
- Gołąbeczki już wstały? Ale nie wyspani! Ambitna noc?
- Nie ambitna, tylko krótka.
- Chcecie kawy?
- Bardzo chętnie. 
Przybliżyłem do siebie Elizę i pocałowałem w policzek. Uśmiechnęła się i przytuliła mnie mocno. Julio usiadł obok nas podając nam kawę.
- Jak spędziliście Sylwestra?
- Spokojnie, a ty?
- Chciałbym pamiętać. - zaśmialiśmy się. - Eliza, mogę na chwilę Ci chłopaka porwać?
- Jeśli musisz. - uśmiechnęła się. 
- Wyszliśmy z domu, nie wiedziałem o co mu chodzi, nie wiedziałem czemu nie chciał rozmawiać przy Elizie.
- Co się dzieje?
- Nic, a co ma się dziać?
- Słyszałem twoją rozmowę z Pedro. Po co Ci adres ojca Elizy? Co się dzieje? 
- Wszystko jest w porządku, nie masz się czym martwić.
- Nie wierzę Ci, ale niech Ci będzie. Nie pakuj się w kłopoty.
- Spokojnie, wszystko jest w normie, nie masz się czym martwić i przejmować.